
Dziś będzie Dziękuję.
Dziękuję Mężczyznom.
Za nieporadne słowa, za kwiaty darowane z niepewną miną - bo w końcu nie wiadomo czy życzenia na Dzień Kobiet można składać czy nie....kto się obrazi, kto nie...czy wyjdzie człowiek na idiotę...
Tym bardziej Dziękuję, bo w całym tym idiotycznym galimatiasie co jest passe, a co nie, co jest bagażem komunizmu albo wodą na młyn feministek - nie jest łatwo się odnaleźć.
Dziękuję za każdego tulipana i każdą różyczkę.
Począwszy od tych, które o 7.00 rano dostałam od rocznego Franka ;)
Dziękuję – szczególnie Panu, z którym mijałam się 8 marca w drzwiach stomatologa, cokolwiek podpuchnięta, rozciągnięta na twarzy i w ligninie...a on mi złożył takie ładne życzenia :)
Dziękuję, że kiedy dostaję kwiaty ja...dostaje je także moja 7-letnia córka, która kiedyś także Kobietą się stanie :)
Bez teorii, bez podtekstów, bez zbędnych naciąganych ideologii – dziękuję!
Kochani jest jeszcze wiele Kobiet, które i życzenia i tulipana przyjmą z uśmiechem, choć wcale na nie nie czekają...
A ponieważ zdecydowana większość Facetów, którą znam to wybitni miłośnicy białego pieczywa i słodkawych buł, dziś największa jaką umiem upiec!

To chałka, którą upiekłam krok po kroku podążając za przepisem Poli – tej, która nauczyła mnie piec ciasta drożdżowe, która długo i cierpliwie tłumaczyła sens przebijania ciasta, wielokrotnego rośnięcia, dodawania składników w odpowiednim momencie...
Pierwsze drożdżowe pieczone razem wyszło super, dziś chałka – z niewielkimi zmianami – którą znajdziecie u Poli – w tym miejscu.
Zaś fotki – to efekt jednej godziny skradzionej rankiem 8 marca właśnie :))

CHAŁKA
przepis za Polką, z małymi zmianami :)
80g zakwasu żytniego
pół szklanki ciepłęgo mleka (zamiast wody)
450g mąki wysokoglutenowej
13 g świeżych drożdży (zamiast instant)
1.5 łyżeczki soli
2 duże jajka
60g płynnego miodu
¼ szklanki oleju kukurydzianego
60g masła

Drożdże wkruszam do kubka z letnim mlekiem i dodaję po łyżce mąki i odrobinie cukru – mieszam, odstawiam w ciepłe miejsce – by się ruszyły.
Mąkę przesiewam i mieszam z solą.
W oddzielnej misce łączę jajka, miód, olej, rozpuszczone i ostudzone masło.
Drożdże wlewam do mąki i zaczynam wyrabiać ciasto – powoli dodaję jajka z masłem i wyrabiam ciasto ok. 12 minut, aż będzie jednolite i będzie odchodziło od brzegów miski.
Ciasto zakrywam folią i odstawiam w ciepłe miejsce. Kiedy podwoi swoją objętość, uderzam pięścią – odgazowując, a następnie składam kilkakrotnie.
Odstawiam do wyrośnięcia do lodówki – na minimum 6 godzin.
Po wyjęciu z lodówki dzielę na 6 równych części, następnie formuję wałki i...zaplatam warkocz.
Ciasto odstawiam na ok. 20 minut.
Piekarnik nagrzewam do 180 st.
Przed upieczeniem smaruję jajkiem rozbełtanym z mlekiem.
Piekę ok. 30 minut, przy czym po 15 minutach okrywam folią – by chałka nie przypiekła się zanadato :)
Smacznego!
M.






















